Scroll to top

Potężny bagaż doświadczeń


No comments

Poznaliśmy się w Wigilię 2014. Chwilę nam zajęło zanim się dotarliśmy, ale był ze mną kiedy stawiałam pierwsze skitourowe kroki. Przeżyliśmy razem kilka przygód w Tatrach i na Jurze, aby w końcu poddać się wielkiej próbie w legendarnej Dolinie Yosemite. Muszę się szczerze przyznać, że zdecydowanie go nie doceniłam. Obawiałam się, że jest zbyt delikatny, a ja zbyt szorstka w obyciu, abyśmy mogli wytrwać razem.

Trzy miesiące wspinania w USA nie zrobiło na nim wrażenia. Kilka drobnych blizn nabytych w słynnych yosemickich kominach i rysach dodało mu charakteru, a ja zyskiwałam dla niego coraz więcej szacunku. Musiałam posypać głowę popiołem, oceniłam go zdecydowanie zbyt pochopnie. Ładne oblicze to nie jedyna rzecz, którą miał do zaoferowania. Zaprzyjaźniliśmy się. Staliśmy się nierozłączni podczas wyjazdów mniej i bardziej wspinaczkowych. Towarzyszył mi na rowerze w dojazdach do pracy. Służył mi za poduszę lub podpierał plecy na kilkunastu lotniskach, między innymi w Rosji, Katarze i Etiopii. Razem zawędrowaliśmy do Hiszpanii, Czech, Niemiec, Austrii, Francji, Szwajcarii, Grecji, Słowacji, Rumunii, Szwecji oraz Włoch.


Fot. arch. M. Nowak

Przyszła jednak pora na kolejne wielkie wyzwanie. Pojechaliśmy razem w Alpy. Spodziewałam się, że zaprotestuje, nie poradzi sobie. Długie podejścia, mnóstwo ciężkich rzeczy, które trzeba było przetransportować. Ponownie dał z siebie wszystko i przetrwał moje fanaberie. Tym razem pojawiły się jednak pierwsze oznaki zmęczenia. Po powrocie spędziliśmy całe popołudnie tête-à-tête próbując naprawić to co nadwyrężył ząb czasu i alpejski granit. Wszystko wróciło do normy. Byliśmy gotowi na jeszcze jedną zimę. Cierpliwie znosił moje próby doskonalenia jazdy na nartach i skutkujące tym wielokrotne wywrotki. Kolejne lato w górach również nie zrobiło na nim wrażenia.

Obawiałam się jednak, że przeprowadzka do Omanu będzie naszą ostatnią wspólną przygodą. Skała w sułtanacie jest niezwykle ostra, a drzewa i krzewy są wyposażone w niezwykle skuteczny, cierniowy system zaczepno-obronny .  Obawiałam się najgorszego, ponieważ  w ciągu pół roku, mimo kilku interwencji krawca zniszczyłam dwie pary spodni. Wyjazdy na sportowe wspinanie okazały się nieszkodliwe, ale wielowyciągi mogły przypieczętować naszą znajomość. Ponownie byłam w błędzie i mniej więcej wtedy sobie uświadomiłam, że ja wcale nie chcę go wymieniać na nowy model, ponieważ na tym etapie nie nosiłam w nim wyłącznie szpeju, śpiwora i paru innych artefaktów niezbędnych do przetrwania z dala od cywilizacji. Ten plecak był wypełniony całym mnóstwem dobrych chwil spędzonych z odpowiednimi ludźmi w pięknych miejscach.


Fot. arch. M. Nowak

Kilka napraw później czekało nas następne lato, tym razem RPA – słonie, żyrafy i crashpady. Na dobre i na złe, wcale się nie oszczędzając. Przeprowadzka do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, kilka wypraw na pustynię, dalej razem. Tropikalna Tajlandia, z której poza kilkoma pamiątkami, przywiozłam również dengę. I w końcu wymarzony Nepal, w którym podczas kilkudniowego trekkingu, z całym moim dobytkiem na plecach, wystawiliśmy się na ciężką próbę i przetrwaliśmy.


Fot. arch. M. Nowak

To już prawie 5 lat odkąd jesteśmy razem. Ja i 35-litrowy, koślawo połatany Ascensionist Patagonii. Przez ten czas nie zawsze było kolorowo. Czasem ja się złościłam ile jeszcze mogę znieść.  Innym razem on odmawiał radzenia sobie z całym tym bagażem, którym go obarczałam. Jednak z odpowiednią dawką cierpliwości do załatania rozdartego materiału, odrobiną troski do scalenia przetartych szwów i kilkoma kawałkami srebrnej taśmy, która zawsze pomoże przetrwać w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach, jestem pewna, że czeka nas jeszcze wiele przygód, bo teraz wiem, że ten niepozorny plecak mimo skromnych rozmiarów, może pomieścić jeszcze bardzo dużo wspomnień.

Autorka: Magda Nowak

 

Zobacz także...

Post a Comment